2018
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2017
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2016
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2015
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2014
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2013
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2012
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2011
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień



10.10.2010 :: 21:35 | Link | Komentuj (15)
Obudziły mnie unoszące się w powietrzu resztki Twojego zapachu-jedyne atomy łamiące
niedoskonałą doskonałość mojej pustki. Podniosłam się, błąkałam z kąta w kąt.
Zaparzałam herbatę, której nigdy nie wypijam, ale sam rytuał parzenia jest jak zapowiedź nowej rozmowy-może z Tobą?
Wyszłam.
Otulona wiatrem wczorajszych westchnień, skropiona tamtymi łzami.
Stałam sama.
W obskurnym podwórzu.
Gdzie Ty teraz jesteś?




11.10.2010 :: 21:20 | Link | Komentuj (6)

Znów czekałam na Twoje nieprzyjście.
Wiedziałam doskonale, że skradasz się na palcach po tych kamienistych drogach.
Dziś myślałam o tym, jakie to wszystko chwilowe, kruche, pełne drżenia.
Pamiętasz, kiedy mówiłeś przenajmilsza Marzycielko i zjeżdżaliśmy pod słonce z najwyższych gór?
Tamtej nocy kiedy spałeś już, chciałam ukraść Twoje życie.
Słaba ze mnie złodziejka...




13.10.2010 :: 19:12 | Link | Komentuj (7)


Biegnąc na tramwaj zastanawiałam się, ile czasu potrzeba bym wyblakła zupełnie z Twojej pamięci. Właściwie pomyślałam, że chyba nie włożyłeś mnie do utrwalacza. Potraktowałeś jak odbitkę na próbę, nie mówiąc już o tym, że czas dla mnie wybrałeś zupełnie przypadkowo.
Choć z drugiej strony zrobiłeś mnie sam, zanurzając swój umysł w czerwonej poświacie szaleńców i maczając palce w żrących roztworach namiętności. Pewnie kiedy świat pójdzie z postępem kupisz sobie maszynę i będziesz Je wyrabiał masowo- to będzie taka Twoja manufaktura- lepszy sposób na te, które i tak chciałbyś podrzeć następnego dnia.




14.10.2010 :: 18:42 | Link | Komentuj (2)
Samotni jeźdźcy.
Pożądani i pożądający.
Wszyscy pójdziemy do piekła, bo dzień był zbyt zimny, by ruszyły nasze serca.
Biegliśmy donikąd ocierając się o śmierć. Wszyscy warczeli jak dzikie zwierzęta. Staliśmy w tym lepkim mikroklimacie tramwaju do otchłani, a nasze sny wygotowały się w garze nienawiści.
Obcy.
Naiwni.
Niechciani.



16.10.2010 :: 17:31 | Link | Komentuj (3)


Spałem.
Obudziłem się jakby po chwili, ale wszystko się zmieniło. Tamci ludzie, którzy wczoraj chcieli mnie zabić dziś są już wszędzie. Ukrywałem się za cieniutką warstwą ich niepewności. Oni wielcy i dumni maszerowali z długimi i grubymi rurami. Jakby to, było święto rurki z kremem. Dziwne, bo kremu nie było w środku. Jedynie czerwona, lepka maź sączyła się gdzieniegdzie w przestrzeni nieopodal.
Chciałem znów spać. Zapomnieć zgiełk tamtej nocy, swoją nieudolną, jak pierwsze kroki, ucieczkę w stronę mroku. Zająć jak najmniej miejsca, stać się niezauważalnym szelestem opadłych wczoraj liści. Zaciskałem oczy. Tak mocno jak tylko się da.
Czułem zimno.
Ból.
Nieistnienie.





17.10.2010 :: 18:57 | Link | Komentuj (6)


Wiedziałaś, prawda?




18.10.2010 :: 22:41 | Link | Komentuj (0)

Obudziły nas spadające samoloty, zgrzytanie zębów sąsiada i płacz dzieci. Myślałem, że to będzie normalny dzień. Miałaś dziś zrobić zupę koperkową...

Nie mogę uwierzyć, że ani tego dnia, ani żadnego innego do dziś, nie miałem w ustach tej ciepłej codziennej potrawy. Teraz mam spierzchnięte usta. Nigdy nie lubiłaś takich ust. Mówiłaś, że to tak, jakbyś całowała suchy chleb. Wtedy suchy chleb był nie do pomyślenia. Teraz też jest- nie miałem go w ustach, od kiedy słońce zachodzi zanim zdążę uświadomić sobie, że to już kolejny dzień. Ale nie martwię się, wiesz?

Kiedy umrę znów się spotkamy.



20.10.2010 :: 23:00 | Link | Komentuj (2)

W wielkim cyrku wielki pan.
Stał i ze wszystkich się śmiał.
Upadła dziewczynce laleczka.
Myśli grubas- jaka mała dziweczka.
Tylko gra, tylko ćpa
raz, pięć, dwa
spadaj mała!




23.10.2010 :: 20:11 | Link | Komentuj (2)

I żeś przemieszczała się po tych popsutych chodnikach, przeskakując co większe dziury.Myślałaś o smutnych ludziach. Tych niby gorszych. Głupie przeczucie ściskało gdzieś pod tym kawałkiem mięsa zwanym sercem. Stałaś pod odrapaną ścianą i zaciągałaś się pseudobytem. Nie wiedziałaś, że nawet słownik nie zna tego słowa. A trwałaś w nim bezustannie.
Tańcz głupia!- rzucił sąsiad z ironicznym wyrazem twarzy.
Tańcz głupia...




24.10.2010 :: 15:52 | Link | Komentuj (4)


Nigdy nie myślałam, że Ty. No kto jak kto, ale Ty? Przecież to nie mieści się w zielonym pojęciu i oceanie niegodziwości. Ty znawca manier i cnót? Ty wielki dżentelmen z muszką idealną? Nie wierzę.




Dodatki na bloga